Dodaj swój wpis



Data wpisu: 2019-11-21
Godzina:
14:39:49

Jesteś 39154 osobą odwiedzającą naszą Księgę.

Wszystkich wpisów: 549

 

Autor wpisu:
Veda
Data:
2019-11-17 17:39:44
e-mail:
veda.baltes@gmail.com
Strona www:
http://femalecial.com
I'm gone to tell my little brother, that he should also visit this
blog on regular basis to get updated from hottest information.

Autor wpisu:
mkownacka77
Data:
2019-11-12 14:05:10
e-mail:
maria.kownacka77@gmail.com
Strona www:
http://https://www.ubezpieczeniemieszkania.pl
Byłam już kilkukrotnie i bardzo dziękuje organizatorom za świetną atmosferę i organizację.

Autor wpisu:
Marylka
Data:
2019-10-17 22:07:14
e-mail:
mzac@vp.pl
Strona www:
Śledzę wydarzenia na stronie Rymacze Królewska Wieś na Wołyniu - Rymacze miejsce urodzenia mojego dziadka Feliksa Wdowickiego /ur. 1882/. Podziwiam trwałe zaangażowanie Krzysztofa Kołtuna i Wołynian starszych jak Panowie Dyczko i młodych, którzy pielgrzymują na ziemię naszych przodków. Chwała za relacje słowną i foto - ostatnia Ostrówki - Kowel.
Jako genealog pochwalę się, że zgłębiam swoją wiedzę na temat Wdowickich. Dla zainteresowanych podaję, że Wdowiccy przybyli do Rymacz i Jagodzina z Lubomla. Szukam dalszych informacji w Archiwum w Łucku.
Pozdrawiam Marylka z Mazowsza

Autor wpisu:
Piotrek Jasiączak
Data:
2019-10-16 19:43:33
e-mail:
piotrekjasiaczak@gmail.com
Strona www:
http://szczepko-i-tonko.flog.pl
Zabrany dom, dom z którego nas wygnano, a zostały tylko wspomnienia opowieści tych, którzy pamiętają to jak to było na naszym Polskim Wołyniu. Moja babcia z domu Sztuber, której cała rodzina zamieszkiwała te miejscowości, ochrzczona w Lubomelskim kościele gdzie również przystępowała do pierwszej komunii świętej, a niemym świadkiem jest kościół, który ocalał i jest reliktem naszej kulturowej spuścizny. Dziadek to Wola Ostrowiecka i Ostrówki, które nie istnieją.

Autor wpisu:
Elzbieta
Data:
2019-09-22 23:16:39
e-mail:
elzgajer@gmail.com
Strona www:
Rymacze, Jagodzin, Luboml....kosciol, cmantarze, stare domy ktore juz nie istnieja…
Pamietam wszystko z opowiesci mojej S.P. Babci Antoniny ( z domu Kapelan).
Nie myslalam nigdy , ze bedzie mi dane zobaczyc jeszcze te miejsca , o ktorych mojej babcia snila i marzyla o powrocie cale zycie.
Dzieki mojej kuzynce Zosi Palacha ta podroz w przeszlosc mogla sie zrealizowac.
Wrazenie ogromne, mnostwo zrobionych zdjec, troche wiadomosci i rozmowy z miejscowymi Ukraincami.Dom moich dziadkow kolo stacji Jagodzin juz nie istnieje; szkola do ktorej chodzila moja S.P.Mama odnowiona (dobrze ze stare historyczne juz zdjecia jeszcze sa) ale napawa mnie smutkiem stan kosciola w Rymaczach. Nowy juz ksiadz, wiec moze cos zrobia (?). Na cmentarzu w Lubomlu , miejsce (moze nie dokladne) pochowku Elzbiety (siostry mojej Babci) zamordowanej 1.11.1943 przez bandy UPA. Zeby o tym pamietac dano mi Jej imie na chrzcie. Tyle osob odeszlo wtedy do Pana, tak malo oznaczonych miejsc pochowku …
Wspomnienia z tej podrozy zostana ze mna na zawsze…. Ela

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-08-29 15:04:47
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Od czasu kiedy otworzyła mi się w głowie szufladka z napisem RYMACZE, przeczytałam wiele książek o Wołyniu, a więc : Siemaszków, Srokowskiego, obydwu panów Dębskich i wszystko, co znalazłam w bibliotece.
Ale tylko czytając książki p. Krzysztofa mam wrażenie, że ...JESTEM W DOMU.To tu po rymacku pachnie barwinek przywieziony do Nowin przez Stasię, tu w sadkach rosną cybunate śliwy a za sadkiem proso. Tu w ogródkach rośnie dorodna fasola tyczkowa, a koło uli uwijają się pszczoły. I tutaj - czytając p. Krzysztofa-słyszę moją mamę opowiadającą o bożonarodzeniowym kolędowaniu, o malowaniu woskiem jajek przed Wielkanocą,o święceniu koszy jadła , o świętych wieczorach, o wędrówkach boso do kościoła w Lubomlu, zanim powstał kościół w Rymaczach… I ja rozumiem jeszcze co to opisywane przez Autora te cybunate śliwy, dylowane studnie, czuhonne garnki, i że na zimę trzeba ogacić chałupę, a przed Wielkim Postem wyszorować garnki. Dla naszych dzieci i wnuków wydarzenia wołyńskie to już historia, a dla mnie-jeszcze nie.
No i ten język! Pewnie wielu młodych czytelników zarzuci Autorowi, że nie rozumieją chachłackiej mowy. Ale tak mówili nasi rodzice i dziadkowie! Po swojemu mówią Górale, Ślązacy, Kaszubi,a język chachłacki przepadł.Przepadł, bo rozproszenie nielicznej grupy ocalonych zrobiło swoje, a czasu i sposobności pielęgnowania języka nie było w nowym, obcym środowisku, gdzie wszyscy zaczynali od nowa, odbudowując swoje życie. Nigdzie więc, Drodzy Państwo , nie usłyszycie już takiego języka i jedynie uwieczniony w książkach p. Kołtuna zostanie z nami.
Kiedy odejdą ostatni świadkowie tamtych czasów i tragicznych wydarzeń, na nas spocznie obowiązek przekazania wiedzy o Wołyniu, naszych Rymaczach, tych wszystkich chutorach, koloniach, Oku i Hapce. A to wszystko jest w książkach p. Krzysztofa.

Czytajcie Państwo, kupujcie. Każdy potomek Wołynian powinien mieć "Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu". Obowiązkowo.

PS.Barwinek przywieziony z majowej pielgrzymki pięknie rośnie. Pozdrawiam.

Autor wpisu:
Ania
Data:
2019-08-20 22:15:55
e-mail:
Strona www:
Kongres Kresowian to spotkanie pokoleń, serdeczna atmosfera, radość spotkania ludzi z różnych stron Polski, którzy ponieśli trud wędrowania do ziemi Ojców, Babć i Dziadków - na Wołyń. Dziękujemy Krzysztofie za tę podróż do Lubomla, za Księdza Michała, który tak mądrze i pięknie wygłosił kazanie oraz za cały Kongres. Wspaniałe przeżycia i wspomnienia pozostaną w pamięci i w sercach stęsknionych Kresowian.

Autor wpisu:
Barbara
Data:
2019-07-21 23:04:14
e-mail:
baroleszczuk@wp.pl
Strona www:
Kongres Kresowian za nami. Było mądrze, nostalgicznie i miło. Zostały wspomnienia i nowi znajomi. Dziękujemy za obecność, rozmowy, wspominki. Pozdrawiamy księdza Michała, wszystkich Gości, również tych obecnych duchem. . Do zobaczenia!

Autor wpisu:
Barbara
Data:
2019-07-21 22:17:29
e-mail:
baroleszczuk@wp.pl
Strona www:
Kongres Kresowian-Ziomali😉miło było, dziękujemy, do zobaczenia! A tak nawiasem, to już są zgłoszenia na kolejne spotkanie.

Autor wpisu:
Anna Pałacha
Data:
2019-07-19 23:40:06
e-mail:
anna.palacha@neostrada.pl
Strona www:
Ukochane Rymacze...Dla nas tutaj w Chełmie Rymacze,to coś normalnego,zwykłego.Przecież one zawsze były,przynajmniej dla mojej mamy,babci,dziadka.Również dla mnie i dla mojej córki.Po wpisach wielu z Państwa,zdałam sobie sprawę,że to nie do końca tak.
Zawdzięczając p.Krzysiowi utrzymana została pewna więź pokoleniowa,którą łatwo było w latach 80-90 - tych przerwać.To jest coś bardzo ważnego,co szybko można było stracić.Gdyby nie pierwsze wyjazdy,pierwsze odpusty-jeszcze w rozpadającym się Kościele,bez okien,z rozsypującym się dachem,dzisiaj nie mielibyśmy dokąd wracać.W tym roku,na Izydora autokar był pełen.Myślę,że za rok będzie nas jeszcze więcej.Przyjechały Jagodzin-również stara polska wieś,Terebejki,Stróżki,Pudrycze,okoliczne kolonie.Z całej Polski.
To wszystko Krzysiu zawdzięczamy Tobie. Są rzeczy,które są bezcenne,których nie kupi się za żadne pieniądze.To pamięć o przodkach,o tym skąd pochodzimy.Pozdrawiam serdecznie wszystkich "Rymaczaków".

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-07-06 21:50:28
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Dla tych z państwa którzy jeżdżą do Rymacz od dawna, kolejny wyjazd nie jest już tak emocjonujący jak dla nas, zaczynających swoją z Rymaczami znajomość. Ale na pewno wszyscy pamiętają jakie wzruszające jest chodzić drogą, którą rodzice czy dziadkowie chodzili do kościoła, stąpać po posadzce w kościele w którym brali ślub, chrzcili dzieci.
Ale oprócz tych rymackich wzruszeń równie ważne i wzruszające są spotkania z "odzyskaną" rodziną. W roku ubiegłym było to spotkanie z Józią, której do tej pory nie znałam, wnuczką brata mojej babci, która mówi o sobie "mnie już białą suknię uszyli na śmierć." Była bowiem ranna w brzuch, a wieś spalona, mężczyźni powysyłani w Zaświaty, mama Józi miała młodsze od niej dzieci, więc dla sześciolatki nie było ratunku. I wtedy cudem ocalały mój tato zaniósł Józię do szpitala, gdzie niemiecki! lekarz zlitował się nad dzieckiem i opatrzył. Z opowieści mamy a i samej Józi wiem, że za każdym razem kiedy niesiono Józię na kolejny opatrunek - trzeba było szukać kogoś "do trzymania Józi", bo bardzo się wyrywała i darła wniebogłosy. (Pan Stanisław który zawiózł nas do Józi mówi, że to darcie się zostało jej do dziś i pod kapliczką najgłośniej śpiewa.) Józię zastaliśmy pod kapliczką, gdzie z koleżankami z "Zielonego Klonu" szykowały się do śpiewania litanii. Dołączyłyśmy z Bożenką do pań i było tak, jak gdyby nie było tych prawie 80 lat od tamtych tragicznych wydarzeń. Poczułam wtedy coś na kształt satysfakcji, maleńką kropelkę radości w oceanie bólu i łez. Bo oto wdeptaliście w ziemię naszych pomordowanych, że nawet nie wiadomo, gdzie szukać ich kości, wypędziliście żywych, a my tyle lat później śpiewamy razem litanię pod kapliczką.
-Ty płaczesz?-spytała zdumiona Józia widząc moje wzruszenie. A no, płaczę, Józieńko, płaczę nad ludzkim okrucieństwem które każe współbraciom zgotować piekło na ziemi, nad swoją bezsilnością i brakiem wiary w to, że dorośniemy jako ludzkość do tego, aby żyć w spokoju mimo różnic.

W tym roku, dzięki panu Krzysztofowi i dobremu sercu "odzyskanego " kuzyna mogłam poznać następnych członków rodziny i zobaczyć miejsce, gdzie rodzice przez pół roku mieszkali po ucieczce z Rymacz. Mogłam pozaglądać w okna niezamieszkałej dziś drewnianej chatynki, przenieść się do roku 1944 i zadumać się nad ludzką naturą. Bo oto właściciel mizernej chałupki, którego żona spodziewała się dziecka przyjął pod swój dach moją ciężarną mamę , dwóch małych braci i chorego tatę, a potem został ojcem chrzestnym mojej siostry. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia i dla mojej cioci z trójką dzieci zabrakło miejsca i dopiero po interwencji mojej mamy przeniesiono umierającą ciocię z dziećmi do pałacowych czworaków. Wtedy mama -jak pisze w pamiętniku- pomyślała, że na świecie są ludzie i LUDZIE. Gospodarze którzy przygarnęli moją rodzinę, równolatkowie moich rodziców już nie żyją, nie mogę więc podziękować im za ich życzliwość, ale może wnukom? W każdym razie -- gdziekolwiek są życzę aby na swojej drodze spotykali wyłącznie LUDZI i żeby zaznali od nich tyle ciepła, ile moja rodzina od ich dziadków.

Serdecznie wszystkich pozdrawiam, dziękuję panom Krzysztofowi i Rafałowi za stronę, gdzie możemy wypłakiwać swój ból ale i radość, a tym z państwa którzy tak jak my z Bożenką- zaczynają swoją bliższą znajomość z Rymaczami- życzę nieustających wzruszeń.

Autor wpisu:
Józef Prończuk
Data:
2019-07-03 17:09:36
e-mail:
jozefpronczuk_1938@o2.pl
Strona www:
Rozpoczynając swój wpis,chciałbym przede wszystkim podziękować za wpisy gości,bowiem to świadczy jak jest nas ,potomków naszych przodków,naszych najbliższych a których już nie ma wśród nas- znaczna gromadka. Jest też prawdą że pomysł Krzysztofa, o utworzeniu tej strony był strzałem w "dziesiątkę" .Tym bardziej , że urodzonych jeszcze w IIiej RP a przed okupacją sowiecką,niemiecką i pamiętających o naszym "holokauście" ,jest już nie wielu. Jestem pod wrażeniem opisów ,słownictwa naszych Rodziców. Pamiętam ,gdy zacząłem nauki w szkołach średnich /Pabiqanice,Łódź/ jak koledzy naśladowali mój "zaśpiewny" głos. To się wynisło z domu. Przy tej okazji chcę też prosić o wsparcie/oczywiście nie finasowe/ tych nieco wcześniej urodzonych, o wzmiankach o korzeniach Rodziny Prończuków.To co mi się udało ustalić , wieś Nowiny,były tą miejscowością gdzie mieszkało sporo osób o tym nazwisku. Przy wydatnej pomocy ,mjego imiennika,Józka Prończuka,udało się ustalić iż jego pradziadek o imieniu Jan,był bratem mojego dziadka Szymona.Wiem, z przekazu Rodziców,było ich 5-ciu braci i dwie siostry. Jak dotąd nie udało mi się ustalić chronologii pokrewieństwa i pozostałych członków rodziny.Wiele osób o naszym nazwisku zostało zamordowanych w czasie "Rzezi",w 1943 i1944 roku. Pozdrawim wszystkich Kresowiaków.

Autor wpisu:
Barbara Rachowska
Data:
2019-06-23 15:10:26
e-mail:
basiarach@interia.pl
Strona www:
Dziękuję za pięknie przybliżony opisem X Kongres Kresowian. Czytałam i byłam wśród Was.
Moje korzenie po mieczu sięgają Wileńszczyzny, ale dzięki konkursom poezji kresowej i ludziom których w Chełmie poznałam, tragiczna historia Wołynia głęboko tkwi w moim sercu.
Panie Krzysztofie, życzę Panu siły i wytrwałości w pracy jaką Pan wykonuje. Dziękuję.

Autor wpisu:
Teresa Łysiak
Data:
2019-06-12 18:40:59
e-mail:
Strona www:
Serdecznie pozdrawiam organizatorów i uczestników X Światowego Kongresu Kresowian. Sercem jestem z Wami.

Autor wpisu:
Paweł
Data:
2019-06-12 09:18:52
e-mail:
Strona www:
Młodzież życzy udanego kongresu !

Autor wpisu:
Jeramy
Data:
2019-05-28 06:04:18
e-mail:
jeramyminns@123mail.org
Strona www:
http://bizchemical.com/board_kmpv94/2146442
My programmer is trying to convinche me to move to .net from
PHP.I have alway disliked the idea because of the costs. But he's trying none the less.

I've been using Movable-type on several websites
for about a year and am anxious about switching to another platform.
I have heard fntastic things about blogengine.net.
Is there a way I can import all my wordpress content into it?
Any help would bbe really appreciated!

Autor wpisu:
Krzysztof Kołtun
Data:
2019-03-24 23:23:37
e-mail:
antykwariat_kresowy@o2.pl
Strona www:
http://www.rymacze.pl
Pani Krystyno Cudowna!
Jakże barwnie i po wołyńsku opisuje Pani życie rymackie, zajęte mową, gwarą zabużańską. - A unidzi ło!to -a tutaj, oo!
Lejbiki, saczki, szarawary, szapki, pańczochi, szkarpety, soroczki, isionki ,zapuhaczki- ktos , ktoi był porozpinany i to niedbale w palcie - był rozhrybiestany!
-Zdziahajete żupańcie.... zdejmujcie żupan, ubranie... ja w tym wyrosłem, słuchałem cale zycie i nadal słucham strsze kobietyt , jak mówia gwara wołyńska... cudna, dziwna, ciekawa, nasza... Moje III tomy smutnych opowieści - Bestialstwo upa pod Lubomlem na wołyniu.... wielka proza , ok 1500 str. to uratowana, zapamiętana i zapisana przeze mnie wołyńska gwara, język moich bohaterów z Rymacz i okolicy... Wszystkim, którzy potrafi a mówi c wołyńska gwarą, zaproszę i powiadomię kiedyś, na takie a"wołyńskie wieczórki " - dziwne opowieści dziwnej treści.... Nie dajmy zapomnieć Wołynia, kultury, obyczajów i języka....
winszuje jarej wiesny!

Z ukłonem
Krzysztof Kołtun

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-03-19 15:13:36
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Mój Tato, Rymaczanin, na nowej ziemi nauczył się mówić prawie poprawnie po polsku. Mama nie starała się, nie zależało Jej. Przywiązana do rymackiej mowy mówiła po swojemu i miejscowi z kilometra poznawali że "zza Buga".
Funkcjonowały więc w maminym języku różne KOSTRULE, KORZINKI I LEJBIKI; kiedy owinęła mnie chustką i zawiązała ją z tyłu na szyi - to byłam ZAPUZIANA, a kiedy nie byłam uczesana, to bylam PATŁATA.Ale patłaty mógł być też puszysty sweter lub koc.Ząb nie wylatywał, tylko się WYKAŁATYWAŁ, a kwiaty na oknie namalowane przez mróz - to były ŁASONY.A kiedy uczyliśmy się pisać litery, to zanim opanowaliśmy sztukę pisania - stawialiśmy KULBAKI. W oborze natomiast stała CHUDOBA.
Ale najśmieszniejsze i zagadkowe było mamine ŁONDZIEŁO. Przypominam sobie, że w książce Romana Turka (polecam!) "Moja mama, ja i reszta" autor pisze, jak długo nie mógł zrozumieć o co chodzi w codziennym pacierzu. No bo: Ojcze nasz któryziest w niebie-to jeszcze jest do zrozumienia, ale dalej idzie "świędzieimiętwoje". Co to jest świędzie?! Aż któregoś dnia doznał iluminacji.
Ze mną było podobnie. Kiedy Tato pytał gdzie są np. grabie,Mama odpowiadała ałondzieło! Wiedziałam, co to znaczy, wynikało to z kontekstu, ale skąd się wzięło i dlaczego tak? Aż i mnie oświeciło.
Gdyby nas ktoś spytał gdzie są grabie, odpowiedzielibyśmy po prostu: tutaj.Są. Stoją na swoim miejscu. Gdybyśmy chcieli być bardziej wytworni-odpowiadająć na pytanie gdzie postawiliśmy np. fortepian, powiedzielibyśmy "a oto gdzie. Proszę , stoi w kątku salonu i pięknie się prezentuje.Trochę mniej wytwornie-jeśli chodzi o te grabie-podkreślając gapowatość pytającego który nie widzi stojących na swoim miejscu grabi, mogłoby być: a oto gdzie, o! Mniej starannie: a ot dzie, o!, a bardziej po wołyńsku: a on dzie, o! A stąd już tylko krok do maminego AŁONDZIEŁO!

I dialog Taty z Mamą wyglądał mniej więcej tak:
--Mania, a ty nie widziała dzie grabi?
--Ałondzieło!-odpowiadała Mama-taż stojo!!!

Ech, łza się w oku kręci...
Pozdrawiam.

Autor wpisu:
Krzysztof Kołtun
Data:
2019-02-13 06:54:41
e-mail:
antykwariat_kresowy@o2.pl
Strona www:
http://https://www.facebook.com/search/top/?q=rymacze%2c%20kr%c3%b3lewska%20wie%c5%9b%20na%20wo%c5%8
witam, informacje o które najczęściej pytają KRESOWIANIE

książka Bestialstwo upa pod Lubomlem na Wołyniu - jest dostępna tylko u mnie / 50 zł + przesyłka na odpust do Rymacz w 2019r / 11 maja/ zapisy u KK koszt 60 zł a 15/16 VI.2019 r. X Światowy Kongres Kresowian w Chełmie i odpust w Lubomlu /koszt 150 zł ( nocleg we własnym zakresie) ale wskażemy tanie i dobre hotele w Chełmie - najszybszy kontakthttps://www.facebook.com/profile.php?id=100000846875980 Rymaczan, Kresowian i Potomków prosimy o możliwie szybki kontakt internetowy - antykwariat_kresowy @o2.pl

Autor wpisu:
Krzysztof Kołtun
Data:
2019-02-05 08:17:24
e-mail:
antykwariat_kresowy@o2.pl
Strona www:
http://www.rymacze.pl
Moich dziadków , nie widziałem wcale.Piszę tylko "po cieniu" w trzech tomach - Bestialstwo upa pod Lubomlem na Wołyniu. Dziadek - po kądzieli - Józef Lewczuk mając niespełna 60 lat został zamordowany przez hadów ukraińskich w Wiszniowie pod Lubomlem, Był luty 1944r. Ukraińcy mscili Samoobronę w polskich wsiach, która dzieki Filipowiczowi, nie pozwoliła wymordować 4 wsi : Jagodzina, Rymacz, Kupracz i
Terebejek w sierpniu 1943r. Udławili się bulbowcy i nie dali rady.Potem wyłapywali pojedynczych Polaków, mordowali - żeby wymusi ć zeznania- kto jest w polskiej partyzantce. Dziadek Józef Lewczuk był pobożny, był śpiewakiem w kościele i na weselach, wysoki, czarny, kundziurawe włosy - chodził w spodniach galife i oficerkach. Miał żyłkę do handlu . Handlował końmi . w 1928 r. kupił u Radziwiłów w Ołyce - byczka rasy mi esnej, bułanego. wyrósł z niego potężny byk. Ważył 11 metrów i zapładnia do 1944 r. wszystkie krowy z okolicy. Ukraińcy, którzy nie mieli czym płacić - mieli za darmo, bądź za pomoc w plu. dlatego później odwdzięczyli si e i chutor Nowiny, został ocalony. siedem razy napadali na 5 polskich domów i siedem razy, ukraińcy z wilczego Przewozu - ostrzegli i zdążyli uciec w ostaniem momencie - napadali podstępem w biały dzień. nigdy nie widziałem fotografii dziadka - wszystko się spaliło. Był podobnież na Pielgrzymce w Częstochowie - Mężczyzn Diecezji Łuckiej na Wołyniu - ale i tego zdjęcia nie widziałem.. Pokażcie mi Ludzie mojego dziadka Józefa - za którego codziennie eis modlę.. KK

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-02-04 22:58:08
e-mail:
Strona www:
Też chciałabym cofnąć czas, jak w tej ładnej piosence którą
słyszałam w radio w Dniu Dziadka. Pójść z Babcią w warkoczykach i
Dziadkiem w krótkich spodenkach na spacer, dowiedzieć się, co lubią,
czego nie znoszą i jakie są ich ulubione zabawy.

Wojna pozbawiła mnie bliskiej rodziny. Dziadka ze strony Taty
widziałam raz w dzieciństwie, ze strony Mamy - nie poznałam wcale:
urodziłam się dziesięć lat po Jego śmierci. Niewiele o Nim wiem, ale
wystarczająco, żeby myśleć o Nim z sympatią, jak o Dziadku-Kumplu.
Lubiłabym Go. Na pewno nie był typem młodzieńca na widok którego panny
zakochują się od pierwszego spojrzenia. W przypadku mojej Babci
"pierwszego wejrzenia"nie było. Kiedy przyszły swaty, Babcia,
17-latka,po prostu uciekła z mieszkania.Za drugim razem była już obecna,
ale "jeszcze ze sobą nie rozmawiali"-jak wspomina Mama w pamiętniku. Za
trzecim razem-proszę słuchać uważnie-RODZICE zanieśli na zapowiedzi.
Tyle było znajomości przed ślubem, nic więc dziwnego, że Babcia-jak
mówiła-NIE LUBIŁA swojego męża na początku wspólnego życia.
Babcia-kobieta słusznych rozmiarów i zdecydowanego charakteru patrzyła
na misiowatego Dziadka z góry: była wyższa od niepozornego, niewysokiego
męża.Ale za to w Rymaczach Dziadek dorobił się przydomku "Dobryj Stach",
więc i serce Babci zmiękło wobec Jego czułości, delikatności, szacunku
do wszystkiego co żyje. Żyli więc razem, rodziły się dzieci, potem
wnuki. Można by napisać "i żyli długo i szczęśliwie" gdyby pewnego
czerwcowego poranka świat nie przewrócił się do góry nogami. Kiedy
przerażeni mieszkańcy rzucili się do ucieczki szukając schronienia,
Dziadek nie uciekał.Poszedł wypuścić "chudobę", żeby nie spłonęła
żywcem. Zwierzęta ocalił, siebie-nie.Kula dosięgła Go na własnym
podwórku. Po przetoczeniu się krwawego walca który zostawił po sobie
zgliszcza i stosy trupów, rodzina rozpoczęła poszukiwania Bliskich
zamordowanych. Dziadka znaleziono... Po miesiącu.

Nie wiem, który wzgórek porośnięty trawą to grób Dziadka na cmentarzu
w Rymaczach. Postawiłam więc symboliczne światełko wszystkim
zamordowanym w tym dniu po prostu w kępce trawy zarastającej pracowicie
cmentarz.Szkoda, że nie poznałam Dziadka-Dobrego Stacha, wujka Józika,
wszechstronnie utalentowanego kierownika szkoły.,wujka Andrzeja,
eleganta z błękitnymi oczami i kręconymi włosami...

A Wy, szanowni potomkowie Rymaczan, jak wspominacie swoich Bliskich
Niepoznanych? Napiszcie o Nich! Ocalimy Ich od zapomnienia.

Autor wpisu:
Krystyna Turkowska z d.Kupracz
Data:
2018-12-22 21:51:37
e-mail:
Strona www:
Niech w Święta w Naszych domach zagości mądrość i zgoda,uśmiech i dostatek.Niech przez cały rok nie brakuje miłości .Przesyłam uściski i biały opłatek wszystkim Wolyniakom.

Autor wpisu:
Ela Gajer (z domu Staszkiewicz)
Data:
2018-12-22 01:44:55
e-mail:
pegajer@hotmail.com
Strona www:
Wszystkim Rymaczaniom oraz ich najblizszym zyczymy z okazji
Swiat Bozego Narodzenia
wielu glebokich i radosnych przezyc
oraz Blogoslawienstwa Bozego
w kazdym dniu nadchodzacego Nowego Roku

Ela z Piotrem

Autor wpisu:
Arkadiusz
Data:
2018-11-02 10:04:25
e-mail:
Strona www:
http://tutorialsnet.com
Bardzo ciekawa i potrzebna strona. Pozdrowienia dla autorów :)

Autor wpisu:
Tadeusz Błazik
Data:
2018-10-26 00:15:28
e-mail:
Strona www:
Dzień dobry wszystkim Rymaczom, dziś podczas pogawędki u sąsiadki o moim miejscu urodzenia, znalazłem przypadkiem tą stornę... Urodziłem się 10.06.1945 w Rymacze. Mój ojciec pochodził z Oktawin, podczas ucieczki zatrzymali się właśnie w Rymacze, żeby mnie urodzić. Niedługo po tym opuściliśmy te okolice udając się w lubelskie. Ostatecznie osiedli w Bieganowie koło Nowej Rudy na Dolnym Śląsku
Pozdrawiam serdecznie.
Tadeusz

Autor wpisu:
Krzysztof Kołtun
Data:
2018-10-15 09:23:32
e-mail:
antykwariat_kresowy@o2.pl
Strona www:
http://https://www.facebook.com/search/top/?q=rymacze%2c%20kr%c3%b3lewska%20wie%c5%9b%20na%20wo%c5%8
Dziękuję Pani Krystyno za wpis do Księgi Gości - zadumałem się po raz kolejny, Rymaczami... zamknę II tom - Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu, i pewnie to będzie cześć z pamiętnika p. Mamy, ale boje się ruszyć stamtąd jednego słowa... ale ten krzyżyk... on mnie wzywa. Pali mnie pamięć o naszych Polkach z Wołynia i każdego dnia, gaszę ją pisaniem.
Apel do Wszystkich, czytających te słowa - pomóżcie odnaleźć ostatnich ,żyjących świadków ludobójstwa na Wołyniu z pow. Luboml ,żebym mógł dokończyć tą książkę z ulgą ,że nie pominąłem dołów z kośćmi o których już nikt nie pamięta. Udostępnijcie zapiski, wspomnienia, fotografie z okolic Rymacz - już po nas, nikt tego nie zrobi... Pozdrawiam - Boże dopomagaj! Wszystkim, którzy pamiętają o zamordowanym i spalonym Wołyniu.. Krzysztof Kołtun

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2018-10-11 15:11:39
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
"W 1943 roku - pisze Mama w swoich wspomnieniach - na żniwa przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, ale uciechy nie ma, bo słyszymy co robią Ukraińcy z Polakami. (…) Z męża rodziny zostało tylko kilka osób, ponieważ mieszkali na Woli i w Ostrówkach. Siostrze wujecznej poodcinali nogi i ręce piłą.(…)Mojej mamy stryjeczną siostrę przerżnęli piłą. Znów w Kątach naszych kuzynów 9 osób wrzucili do studni. Do naszej wsi wszyscy ludzie się zjechali z okolicznych wiosek.Zaprzęgnęliśmy konia, dzieci na wóz i pojechaliśmy do cioci do wsi. W sadzie było pełno ludzi. Każdy zabrał z sobą krowę, żeby chociaż dzieciom było trochę mleka. Krowy powiązali do płotów, to do wozów. Krowy ryczą, ludzie płaczą. Do szkoły poprzywozili rannych. Stamtąd wozili na stację i odstawiali do Chełma, do szpitala."
Czytałam to już wiele razy, zawsze ze ściśniętym gardłem. Bo jak czytać spokojnie, kiedy Mama pisze np.: "Zbliżała się noc. Mężczyżni obstawili wieś, żeby nie dopuścić Ukraińców. Pościeliłam dzieciom poduszkę pod płotem w pokrzywie. Pożegnałam się z mężem.Mąż odchodzi, a ja płaczę. Pytam: jak będą napadać, a ciebie nie będzie, to co mam robić? Mąż mówi: uciekaj do jeziora, to może w szuwarach się ocalisz. Była godzina 23'00. Sąsiednia wieś Terebejki pali się. Słychać już strzały. Kobiety wszystkie na nogach. Zaczęłam budzić dzieci, ale senne i nie mogę pobudzić (…) Położyłam dzieci na posłanie, a ten sam krzyż co go miałam w wojnę trzymam w ręce. Myślę: jak przyjdą mordować - to żeby zabili tak, żebym się nie męczyła."
Albo:" Wynosimy tłumoki na wóz..."
Zastanawiam się, co można - na Boga - zabrać na wóz zaprzężony w jednego konia?!
---najpierw rodzinę, dzieci.
---dokumenty, ważne papiery.
---pieniądze, może drobne kosztowności, jeśli były.
---pościel! Trzeba będzie gdzieś spać. Jeśli nawet na wozie, to pierzyna ochroni przed chłodem.
---ubrania. Trzeba się będzie przebrać, jeśli przyjdzie nam być dłużej poza domem.
---jedzenie!!! Trzeba przecież jeść! Więc chleb, dwa, może trzy bochenki, taki na naturalnym zakwasie długo trzyma świeżość. Mleko, masło...co jeszcze? Może miód w słoiku, może trochę mąki w woreczku, gdyby udało się gdzieś ugotować nawarkę.
---jeszcze szkoda tych drobnych rzeczy: pamiątek, zdjęć, koralików, chustek... Trzeba zostawić, zakopiemy w sadku, jak wrócimy to...
---i krzyżyk! Koniecznie cudowny, bo ocalił życie w 41 r.- krzyżyk!
Jak zostawić resztę? czy serce nie pęknie?! Nowy dom, niedokończony jeszcze, a chudoba?!

Nie wsiadaj na wóz - mówi Tato do Mamy. Koń nie pociągnie. Idż tak długo, jak dasz radę. I poszli: Mama w ciąży, Tato z chorymi nerkami po pobycie w lagrze. I nie wrócili już nigdy.
---Nie lzia! - powiedział Ruski, kiedy po jakimś czasie Tato próbował wrócić do domu po zapasy żywności.- NIE LZIA!
Po dwóch latach "tymczasowości" osiedli na Kujawach, gdzie "Kujawiaki" jak mówiła Mama- nazywali Ich - Z A B U G O W C Y. Ta zabugowskość bardzo mi w młodości przeszkadzała, wstyd było się przyznać.

Dopiero teraz mogę z dumą powiedzieć:
Moi Rodzice urodzili się za Bugiem.
Na Wołyniu.
W Rymaczach.

Pozdrawiam Potomków Rymaczan a Panom Krzysztofowi i Rafałowi dziękuję za piękną stronę.

Autor wpisu:
Stanisław Krzywda
Data:
2018-10-07 10:19:06
e-mail:
krzywdzic1525@interia.pl
Strona www:
Wielki szacunek i ukłony dla autorów strony! Gdyby każde polskie gniazdo na Kresach miało Takich Opiekunów sytuacja wyglądałaby o wiele lepiej... Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za dalszy rozwój!

Stanisław, młode pokolenie Polaków pamiętające o Kresach

Autor wpisu:
Stanisława Węgorek [Macegoniuk]
Data:
2018-10-02 16:37:39
e-mail:
lotos257@wp.pl
Strona www:
Panie Krzystofie za Pana trud i pracę jaką Pan wykonuje i dzieli si e z nami Kresowianami w dowód wdzięcznosci ułożyłam ten krótki wierszyk.


Pamiętaj Drogi człowieku
Że zycie nie łatwe jest
By kroczyć prosto przed siebie
Jest wiele zakrętów też.
I aby dojść gdzieś do celu
I aby osiągnąć cos
Nie zważaj na swe przeszkody
I wszystko co dobre Bież .

Nie zapominaj o Bogu
A takrze o blizkich swych
Gdy możesz to ich Wspomagaj
I dobroć im zawsze Nieś
Jak wtedy wszystko jest piękne
I łatwiej przez życie przejść
Miej radość i miłoścć w sobie
I wszystkim Staraj się nieśc.

Wszystko co dawno minęło
Nie Staraj się nimi żyć
Bo najważniejsze w tej chwili
Pogodnym i zdrowym być
Miej zawsze uśmiech na twarzy
Staraj się rozsądnym być
Żyj tak jak Pan Bóg przykazał
I wszystkim nadzieję Nieś.

Autor wpisu:
Krystyna Sawicka (mama z domu Kozaczuk)
Data:
2018-09-22 09:11:37
e-mail:
krystynek-05@o2.pl
Strona www:
Panie Krzysztofie, Szanowni Państwo
dziękuję w imieniu mamy i swoim za miły i przywołujący wspomnienia wieczór. Zarówno modlitwa, odsłonięcie tablicy oraz rozmowy podczas spotkania pozwoliły na powrót do przeszłości, do chwil trudnych i miłych. To bardzo cenne, że mamy okazję do wspólnych wspomnień.
Wyrażam nadzieję, że będę mogła razem z mamą uczestniczyć w kolejnych takich spotkaniach.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich uczestników zjazdu.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, >