Dodaj swój wpis



Data wpisu: 2020-02-22
Godzina:
01:49:40

Jesteś 40413 osobą odwiedzającą naszą Księgę.

Wszystkich wpisów: 561

 

Autor wpisu:
Paweł Zanujski
Data:
2020-01-24 11:59:13
e-mail:
pawel.zanujski@gmail.com
Strona www:
http://https://rankomat.pl/ubezpieczenia-na-zycie/kalkulator
Panie Krzysztofie wielki szacunek, że stworzył Pan tak ważną rzeczy jak ta księga, która pomogła mojej babci odnaleźć męża.

Autor wpisu:
ffd
Data:
2020-01-23 21:39:47
e-mail:
fdfd@op.pl
Strona www:
http://urokimilosne.fora.pl
Sliczna witryna.

Autor wpisu:
Krystyna Rybickakryb51@op.pl
Data:
2020-01-04 18:49:29
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Wpis p. Henryki (pozdrawiam serdecznie)spowodował, że ubawiłam się nieźle przeczytawszy owo "szob tebe kolka sperla", bo pamiętam to powiedzenie z opowiadań Mamy, a to mniej więcej takie nasze z przeproszeniem "żeby cię szlag trafił", tylko ładunek emocjonalny mniejszy, daje nadzieję na powrót do zdrowia: ot, kolka trochę pomęczy i wrócimy do normy, a ów szlag co ma nas trafić - to już ostatecznie, bezpowrotnie.
Przy okazji - przypomniały mi się powiedzenia mojego Taty. Tato o kimś kto miał załatwić sprawę i spartaczył - mawiał POSŁAĆ DURNOJE, ZA NIM DRUGOJE" Koleżanka, której rodzice również pochodzili z Wołynia mówiła, że jej tato używał spolszczonej wersji tego powiedzenia, "posłać durnego, to tak, jak by sam poszedł." i śmiała się z ojca, bo postawienie znaku równości między "durnym", a tym, który miał poprawić (to jak by sam poszedł) sugeruje, że i ten poprawiacz durnowaty. Zostańmy więc przy rymackiej wersji mojego Taty.
Również często używanym powiedzeniem było u DURNOGO POPA DURNA PARAFIA", używane - jak mi się wydaje - w kontekście politycznym, co znaczyło, że jak rządzący durny,to rządzeni głupieją, ale dotyczyło to wszelkich zależności typu szef-podwładny, nauczyciel-uczeń, duchowny-parafianie.
Proszę zwrócić uwagę na mądrość zawartą w tych powiedzeniach. Wszak nie od dziś wiadomo, że jak u władzy dureń, to i rządzeni głupieją. Powszechnie też wiadomo, że jak posłać durnoje, to najpewniej trzeba będzie za nim posłać drugoje.
Pozdrawiam, życząc ciepłęgo w sercach roku.

Autor wpisu:
Ela Gajer
Data:
2019-12-23 15:04:11
e-mail:
elzgajer@gmail.com
Strona www:
Drodzy Przyjaciele z Rymacze i okolic !
W zblizajacy sie wigilijny wieczor spiesze do Was z koleda gloszaca radosc betlejemskiej nocy.
Doswiadczajac , ze “Bog sie rodzi”, pragne złożyć Wam najserdeczniejsze zyczenia na czas świąteczny oraz na cały nowy 2020 rok.
Ela Gajer ( z rodziny Kapelanów i Weremkow)

Autor wpisu:
Henryka Małek
Data:
2019-12-22 20:28:04
e-mail:
henryka_malek@wp.pl
Strona www:
Zbliżają się Swięta Bożego Narodzenia, Swięta radosne, Swięta nadziei i jakież były wesołe gdy byliśmy dziećmi, może były skromniejsze ale wesołe. Rodzice nie żyją dziadków prawie nie pamiętam i nasuwa się pytanie jak Oni kiedyś świętowali? Babcia urodzona w Rymaczach Karolina Mordacz z d. Mazurek zmarła w 1979r ale mało opowiadała, mówiła swoją gwarą i dzieci mało rozumiały, pózniej powtarzaliśmy po niej w złości " szop tebe kolka sperła, albo
" ot potorocze", ale patłata, ot bałanda, nie pidu" itd. Babcia nigdy nie mówiła czysto po polsku.
Babcia najbardziej pamiętała sytuacje smutne i czasami coś opowiadała, po tym jak w czerwcu 1941r w Terebejkach Niemcy zabili męża, syna i spalili cały dobytek to mówiła że w ten dzień jak jak zaszło słońce to dla niej nigdy nie wzeszło. Przeżyła niewolę niemiecką i biedę w nowej Polsce, nie pamiętam żeby się uśmiechała lub coś ją cieszyło. Dlatego nie wiem jak wyglądały Swieta w Rymaczach czy Terebejkach. Myślę że w czasach pokoju były też wesołe i dostanie bo przed wojną niczego im nie brakowało. Życzę więc wszystkim znajomym i nieznajomym, potomkom z Rymacz i Terebejek oraz innych przyległych polskich wsi aby Swięta były wesołe i dostatnie , aby wszyscy byli zdrowi i szczęsliwi. A nasi bliscy i dalsi zmarli krewni osiągneli Zycie wieczne i byli z nas dumni że o nich pamiętamy i pamiętamy z jakiej ziemi wywodzimy się.
Jeszcze jedna myśl moja babcia jak dyktowała zmarłych na wypominki to pisaliśmy "za zmarłych z rodziny Mordaczów, Mazurków, Tołyżów, Rudzkich, Matyszczyków,Kupraczów i może kogos zapomniałam, z tego wniosek że tamte wsie były bardzo spokrewnione.
Pozdrawiam bardzo mocno Panią Krystynę Rybicką oraz całą rodzinę.

Autor wpisu:
Krzysztof Kołtun
Data:
2019-12-22 14:19:27
e-mail:
Strona www:
http://www.rymacze.pl
Na jawie


Nie ma naszych Rodziców,
Babcie zostawiając tęsknotę
- za wsią nad jeziorem Oko,
Pagórkiem z kościołem ,
ścieżkami w śniegu, na Jutrznię
i Pasterkę wesołą…
Kiwają na nas palcem:
Wnuki -moje złoto!
- Wołynia nie zapomnijcie!
Pójdźcie do Rymacz z Gwiazdą!
Ucieszcie Maryję z Dzieciątkiem.

A tam na starą jabłoń,
obsypaną kutią na szczęście
- żeby słowik śpiewał!
Naleciało bieluśkich Aniołów
- huśtają się , podśpiewują,
Kolędników nie ma…
W Jagodzinie, Jankowcach, na Stróżkach
- pozamykane okiennice…
Nie płacz Maryjo Panno
- zawóz na granicy
W sercach, będziemy kolędować.

Kochani, roztomili,swoje Ludzie rymackie i z okolicy : winszuję Wam z Kolęda zdrowia i powodzenia. Złotych dni, srebrnych nocy z księżyca okiem od Godów , na bezrok, z bezroku na całe życie..Pańskiej urody, anielskiej cierpliwości a Gwiazda Chrystusa niech was przeprowadzi godnie - aż do wieczności...

Dziękuję Wam za wszelkie dobro, pamięć, pielgrzymki, odpusty , Zjazdy, Kongresy ,żeście nami nie pogardzili chcieli wspólnie bywać.... Opłatek w ręku trzymam - Dzielmy się Kolędą!

Krzysztof Kołtun z Synem Rafałem
i całą Familią

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-12-21 21:28:27
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Gdybym słuchając opowieści Mamy również SŁYSZAŁA o czym mówi - dziś nie musiałabym pytać.Rzecz w tym, że dziś nie bardzo jest KOGO pytać, a mnie do rodzinnej układanki brakuje dwóch elementów:zlokalizowania miejsca, gdzie stał dom moich Dziadków i Mamy zanim wyprowadziła się na Stróżki i poznania miejsca, gdzie brat Mamy, Józef Tołyż był kierownikiem szkoły w 1940 roku. Do tej pory byłam przekonana, że w Rymaczach, ale we wszystkich relacjach do jakich dotarłam powtarza się nazwisko Józef Jeż. Zakiełkowało mi więc ziarenko niepewności i gdzieś z zakamarków pamięci wydobyłam Mamy opowieść o tym, że kiedy Józik skończył szkołe, proponowano Mu pracę w szkole w Rymaczach, a On nie chciał uczyć dzieci sąsiadów i podjął pracę...no właśnie: GDZIE?! W jakich sąsiednich miejscowościach były szkoły powszechne? Wydaje mi się, że gdzieś niedaleko, bo w r. 40-tym Wujek "wynajął" do malowania szkoły moją Mamę i Ciocię i One poszły tam pieszo. Gdyby było daleko, poprosiłyby kogoś z rodziny o podwiezienie. Poza tym, po tym tragicznym wtorku 41 r. kiedy ci, co przeżyli zaczęli szukać swoich żywychi zamordowanych członków rodziny, Mama z Babcią poszły do wsi, gdzie mieszkała Wujka narzeczona, bo tam został zamordowany, razem z trzema braćmi i ojcem narzeczonej. Mama w pamiętniku nie podaje ani nazwy wsi, ani nazwiska dziewczyny. Myślę jednak, żeprzerażone, głodne i zrozpaczone kobiety nie dałyby rady pokonać pieszo więcej niż 10 km. w jedną i tyle samo spowrotem. Pomyślałam sobie, że może Wujek poznał dziewczynę w tej wsi, w której uczył.
Co do lokalizacji domu - w dzieciństwie Mamy, czyli gdzieś około 1920 r.do był naprzeciwko karczmy, a córką karczmarza była Ryfka, z którą- jak pisze Mama- wychowała się na jednym podwórku, czyli że dom Ryfki stał po tej samej stronie drogi, obok. Ponadto sąsiadami byli Rudzcy, Błaszczyk, może też Kapelan.. W dorosłym wieku serdeczną przyjaciółką Mamy była Rózia, chyba Stachniuk z męża, a mąż Wiktor zginął w 41 r. Dom Dziadków stał jeszcze w 1934, bo choć wcześniej wyprowadzili się na Stróżki, to wesele Rodziców było "we wsi, bo tam był dużu dom". Po wyprowadzce na Stróżki do Rodziców przez jakiś czas wynajmował policjant. Opisując czerwiec 41 r. Mama mówi "wszystko nam się spaliło" i spali u jakiejś cioci.
Popytajcie Państwo przy okazji spotkań rodzinnych, może ktoś, coś... i uda nam się znaleźć to i owo. Dlaczego to dla mnie takie ważne - Państwu tłumaczyć nie muszę. Będę wdzięczna za każdą wiadomość. Moi Dziadkowie to Marianna i Stanisław Tołyżowie, Dziadka nazywano Dobryj Stach. Wujek Józik uczył się korespondencyjnie W Warszawie i miał być mierniczym, jak mówi Mama w pamiętniku. Rodzice moi . Proszę o kontakt w wiadomości prywatnej na fb to Maria i Stanisław Bednarz, w Rymaczach chyba Bondaruk. Proszę o kontakt w wiadomości prywatnej na fb, lub na adres e-mail.
Życzę godnego przeżywania Świąt i powodzenia w nadchodzącym roku.

Autor wpisu:
Krystyna Turkowska z d.Kupracz
Data:
2019-12-19 19:21:36
e-mail:
Strona www:
Panie Piotrze w Darłowie mieszkała Rozalia Sztuber była naszą sąsiadką , moja mama opiekowała się nią ,pochodziła najprawdopodobnie z Rymacz.Pozdrawiam

Autor wpisu:
Krystyna Turkowska z d.Kupracz
Data:
2019-12-19 19:14:37
e-mail:
Strona www:
Zdrowych i rodzinnych świąt Bożego życzę wszystkim Kresowiakom ,abyśmy pamiętali skąd podchodzimy i pielęgnujmy pamięć o naszych bliskich ,którzy tam zostali ,zostali nie na wlasne życzenie.

Autor wpisu:
Henryka Małek
Data:
2019-12-07 23:49:39
e-mail:
henryka_malek@wp.pl
Strona www:
Witam, do napisania kilku słów w Księdze Gości postanowiłam po ostatniej podroży na cmentarze do Lubomla i Rymacz. Tam zaczyna się historia naszej rodziny ze strony mamy. Mama Helena z d. Mordacz urodzona w Terebejkach w 1930r, siostra Józefa ur. w 1928r, siostra Zofia ur. w 1933r.
Ojciec mamy Józef Mordacz ur.w 1894r w Terebejkach,owdowiał dwa razy, Pierwsza żona Dioniza z d. Szynkaruk, druga Wiktoria z d. Rekuta. Rodzeństwo Józefa- Paweł,Piotr,Marianna Franciszek,Karol. Rodzice ich to Antoni i Józefa z d. Kloc.
Jozef i Paweł zabici przez Niemców w 1941 r w czerwcu wtedy zabili za przerwanie łączności.
Ktoś przeciął kabel może specjalnie a może nieświadomie.
w Terebejkach ponad 40 mężczyzn i chłopców oraz spalono większość zabudowań.
Mama mojej mamy Karolina z d. Mazurek wdowa po Jakubie Rudzkim z którym miała syna Jana/zginął też w czerwcu 1941r, rodzeństwo Karoliny Jan i Franciszek. Rodzice ich to Łukasz
Mazurek wdowiec po Franciszce z d. Sobczuk oraz Katarzyna z d.Gadzało wdowa po Antonim
Weremko. Część rodziny pochowana na cmentarzu w Lubomlu część w Rymaczach.
Babcia Karolina i jej mama Katarzyna brat Jan z żoną pochowani na cmentarzu w Klesztowie.
Zmarła 26.11.2019 siostra mojej Mamy Zofia, zmarła za granicą zwłoki będą sprowadzone do
Polski. Większość życia mieszkała poza granicą ale zawsze tęskniła za rodzina i krajem.
Gdy został zabity ojciec miała 8 lat, mama moja 11, najstarsza 13 lat, skończyło się dzieciństwo pozostał strach i ciężka praca. W 1943r coraz bliżej Terebejek Ukraińcy mordowali
Polaków więc na noce uciekały wozem do Rymacz bo tam partyzanci ochraniali i pewnej nocy Niemcy otoczyli Rymacze i uciekając przed bandą UPA trafiły do niewoli niemieckiej.
Wywieziono je aż pod Austryjacką granicę i zamieszkały w oborze na pryczach, zimą sople zwisały z sufitu. Ciocia Zosia była ostatnia zeznanej mi rodziny Mordaczów urodzonych w Terebejkach, przez lata spędzone za granicą musiała tłumaczyć że nie jest urodzona w ZSRR
tylko w Polsce.
otoczyli Rymacze dobytek

Autor wpisu:
Irena Hermann, z domu Bubeła
Data:
2019-11-30 12:12:05
e-mail:
pisklaczek555@wp.pl
Strona www:
Moi rodzice urodzili się przed 2 wojną światową - ojciec Wacław Bubeła 22 stycznia 1923 roku w Ziemlicy ( ZSRR) rodowe nazwisko matki Adolfina Kitaszewska . Moja mama Anna Bubeła z domu Staniuk ( rodowe nazwisko matki - Józefa Korniczuk) urodziła się 01 stytcznia 1927 roku w Rymacze ( ZSRR). Nie dane mi było wcześniejsze poznanie historii życia moich rodziców, chociaż zawsze interesowały mnie czasy życia rodziców sprzed 2 wojny światowej. Jaką mam szansę zdobycia wiedzy na temat moich dziadków z czasów przedwojennych? Proszę o pomoc. Będę wdzięczna za każdą informację.Pozdrawiam.

Autor wpisu:
Malgorzata
Data:
2019-11-29 23:50:20
e-mail:
malgorzata.gajuk@gmail.com
Strona www:
Moi Pradziadkowie pochodzili z Jankowiec,k. Rymacz, Franciszka ze Stockich oraz Karol Gryciuk (Hryciuk czasami pisane). Slub wzieli 17.02.1902 roku w Jagodzinie. Karol ur. 2.11.1883 roku w Jankowcach, syn Franciszka i Barbary Gryciuk (Hryciuk). Dnia 10.11.2019 wybralam sie w sentymentalna podroz na Kresy do Lubomla i Rymacz z Krzysztofem Koltunem, autorem 2 wspanialych ksiazek na temat historii naszych przodkow z Wolynia, jakze trudnych losow, ale bez nich nie bylibysmy dzis tu gdzie jestesmy. Polecam serdecznie wizyty z Panem Krzysztofem na pobliskim Wolyniu..to lekcja historii i pokory w zyciu. Pozdrawiam, Malgorzata

Autor wpisu:
Veda
Data:
2019-11-17 17:39:44
e-mail:
veda.baltes@gmail.com
Strona www:
http://femalecial.com
I'm gone to tell my little brother, that he should also visit this
blog on regular basis to get updated from hottest information.

Autor wpisu:
mkownacka77
Data:
2019-11-12 14:05:10
e-mail:
maria.kownacka77@gmail.com
Strona www:
http://https://www.ubezpieczeniemieszkania.pl
Byłam już kilkukrotnie i bardzo dziękuje organizatorom za świetną atmosferę i organizację.

Autor wpisu:
Marylka
Data:
2019-10-17 22:07:14
e-mail:
mzac@vp.pl
Strona www:
Śledzę wydarzenia na stronie Rymacze Królewska Wieś na Wołyniu - Rymacze miejsce urodzenia mojego dziadka Feliksa Wdowickiego /ur. 1882/. Podziwiam trwałe zaangażowanie Krzysztofa Kołtuna i Wołynian starszych jak Panowie Dyczko i młodych, którzy pielgrzymują na ziemię naszych przodków. Chwała za relacje słowną i foto - ostatnia Ostrówki - Kowel.
Jako genealog pochwalę się, że zgłębiam swoją wiedzę na temat Wdowickich. Dla zainteresowanych podaję, że Wdowiccy przybyli do Rymacz i Jagodzina z Lubomla. Szukam dalszych informacji w Archiwum w Łucku.
Pozdrawiam Marylka z Mazowsza

Autor wpisu:
Piotrek Jasiączak
Data:
2019-10-16 19:43:33
e-mail:
piotrekjasiaczak@gmail.com
Strona www:
http://szczepko-i-tonko.flog.pl
Zabrany dom, dom z którego nas wygnano, a zostały tylko wspomnienia opowieści tych, którzy pamiętają to jak to było na naszym Polskim Wołyniu. Moja babcia z domu Sztuber, której cała rodzina zamieszkiwała te miejscowości, ochrzczona w Lubomelskim kościele gdzie również przystępowała do pierwszej komunii świętej, a niemym świadkiem jest kościół, który ocalał i jest reliktem naszej kulturowej spuścizny. Dziadek to Wola Ostrowiecka i Ostrówki, które nie istnieją.

Autor wpisu:
Elzbieta
Data:
2019-09-22 23:16:39
e-mail:
elzgajer@gmail.com
Strona www:
Rymacze, Jagodzin, Luboml....kosciol, cmantarze, stare domy ktore juz nie istnieja…
Pamietam wszystko z opowiesci mojej S.P. Babci Antoniny ( z domu Kapelan).
Nie myslalam nigdy , ze bedzie mi dane zobaczyc jeszcze te miejsca , o ktorych mojej babcia snila i marzyla o powrocie cale zycie.
Dzieki mojej kuzynce Zosi Palacha ta podroz w przeszlosc mogla sie zrealizowac.
Wrazenie ogromne, mnostwo zrobionych zdjec, troche wiadomosci i rozmowy z miejscowymi Ukraincami.Dom moich dziadkow kolo stacji Jagodzin juz nie istnieje; szkola do ktorej chodzila moja S.P.Mama odnowiona (dobrze ze stare historyczne juz zdjecia jeszcze sa) ale napawa mnie smutkiem stan kosciola w Rymaczach. Nowy juz ksiadz, wiec moze cos zrobia (?). Na cmentarzu w Lubomlu , miejsce (moze nie dokladne) pochowku Elzbiety (siostry mojej Babci) zamordowanej 1.11.1943 przez bandy UPA. Zeby o tym pamietac dano mi Jej imie na chrzcie. Tyle osob odeszlo wtedy do Pana, tak malo oznaczonych miejsc pochowku …
Wspomnienia z tej podrozy zostana ze mna na zawsze…. Ela

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-08-29 15:04:47
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Od czasu kiedy otworzyła mi się w głowie szufladka z napisem RYMACZE, przeczytałam wiele książek o Wołyniu, a więc : Siemaszków, Srokowskiego, obydwu panów Dębskich i wszystko, co znalazłam w bibliotece.
Ale tylko czytając książki p. Krzysztofa mam wrażenie, że ...JESTEM W DOMU.To tu po rymacku pachnie barwinek przywieziony do Nowin przez Stasię, tu w sadkach rosną cybunate śliwy a za sadkiem proso. Tu w ogródkach rośnie dorodna fasola tyczkowa, a koło uli uwijają się pszczoły. I tutaj - czytając p. Krzysztofa-słyszę moją mamę opowiadającą o bożonarodzeniowym kolędowaniu, o malowaniu woskiem jajek przed Wielkanocą,o święceniu koszy jadła , o świętych wieczorach, o wędrówkach boso do kościoła w Lubomlu, zanim powstał kościół w Rymaczach… I ja rozumiem jeszcze co to opisywane przez Autora te cybunate śliwy, dylowane studnie, czuhonne garnki, i że na zimę trzeba ogacić chałupę, a przed Wielkim Postem wyszorować garnki. Dla naszych dzieci i wnuków wydarzenia wołyńskie to już historia, a dla mnie-jeszcze nie.
No i ten język! Pewnie wielu młodych czytelników zarzuci Autorowi, że nie rozumieją chachłackiej mowy. Ale tak mówili nasi rodzice i dziadkowie! Po swojemu mówią Górale, Ślązacy, Kaszubi,a język chachłacki przepadł.Przepadł, bo rozproszenie nielicznej grupy ocalonych zrobiło swoje, a czasu i sposobności pielęgnowania języka nie było w nowym, obcym środowisku, gdzie wszyscy zaczynali od nowa, odbudowując swoje życie. Nigdzie więc, Drodzy Państwo , nie usłyszycie już takiego języka i jedynie uwieczniony w książkach p. Kołtuna zostanie z nami.
Kiedy odejdą ostatni świadkowie tamtych czasów i tragicznych wydarzeń, na nas spocznie obowiązek przekazania wiedzy o Wołyniu, naszych Rymaczach, tych wszystkich chutorach, koloniach, Oku i Hapce. A to wszystko jest w książkach p. Krzysztofa.

Czytajcie Państwo, kupujcie. Każdy potomek Wołynian powinien mieć "Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu". Obowiązkowo.

PS.Barwinek przywieziony z majowej pielgrzymki pięknie rośnie. Pozdrawiam.

Autor wpisu:
Ania
Data:
2019-08-20 22:15:55
e-mail:
Strona www:
Kongres Kresowian to spotkanie pokoleń, serdeczna atmosfera, radość spotkania ludzi z różnych stron Polski, którzy ponieśli trud wędrowania do ziemi Ojców, Babć i Dziadków - na Wołyń. Dziękujemy Krzysztofie za tę podróż do Lubomla, za Księdza Michała, który tak mądrze i pięknie wygłosił kazanie oraz za cały Kongres. Wspaniałe przeżycia i wspomnienia pozostaną w pamięci i w sercach stęsknionych Kresowian.

Autor wpisu:
Barbara
Data:
2019-07-21 23:04:14
e-mail:
baroleszczuk@wp.pl
Strona www:
Kongres Kresowian za nami. Było mądrze, nostalgicznie i miło. Zostały wspomnienia i nowi znajomi. Dziękujemy za obecność, rozmowy, wspominki. Pozdrawiamy księdza Michała, wszystkich Gości, również tych obecnych duchem. . Do zobaczenia!

Autor wpisu:
Barbara
Data:
2019-07-21 22:17:29
e-mail:
baroleszczuk@wp.pl
Strona www:
Kongres Kresowian-Ziomali😉miło było, dziękujemy, do zobaczenia! A tak nawiasem, to już są zgłoszenia na kolejne spotkanie.

Autor wpisu:
Anna Pałacha
Data:
2019-07-19 23:40:06
e-mail:
anna.palacha@neostrada.pl
Strona www:
Ukochane Rymacze...Dla nas tutaj w Chełmie Rymacze,to coś normalnego,zwykłego.Przecież one zawsze były,przynajmniej dla mojej mamy,babci,dziadka.Również dla mnie i dla mojej córki.Po wpisach wielu z Państwa,zdałam sobie sprawę,że to nie do końca tak.
Zawdzięczając p.Krzysiowi utrzymana została pewna więź pokoleniowa,którą łatwo było w latach 80-90 - tych przerwać.To jest coś bardzo ważnego,co szybko można było stracić.Gdyby nie pierwsze wyjazdy,pierwsze odpusty-jeszcze w rozpadającym się Kościele,bez okien,z rozsypującym się dachem,dzisiaj nie mielibyśmy dokąd wracać.W tym roku,na Izydora autokar był pełen.Myślę,że za rok będzie nas jeszcze więcej.Przyjechały Jagodzin-również stara polska wieś,Terebejki,Stróżki,Pudrycze,okoliczne kolonie.Z całej Polski.
To wszystko Krzysiu zawdzięczamy Tobie. Są rzeczy,które są bezcenne,których nie kupi się za żadne pieniądze.To pamięć o przodkach,o tym skąd pochodzimy.Pozdrawiam serdecznie wszystkich "Rymaczaków".

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-07-06 21:50:28
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Dla tych z państwa którzy jeżdżą do Rymacz od dawna, kolejny wyjazd nie jest już tak emocjonujący jak dla nas, zaczynających swoją z Rymaczami znajomość. Ale na pewno wszyscy pamiętają jakie wzruszające jest chodzić drogą, którą rodzice czy dziadkowie chodzili do kościoła, stąpać po posadzce w kościele w którym brali ślub, chrzcili dzieci.
Ale oprócz tych rymackich wzruszeń równie ważne i wzruszające są spotkania z "odzyskaną" rodziną. W roku ubiegłym było to spotkanie z Józią, której do tej pory nie znałam, wnuczką brata mojej babci, która mówi o sobie "mnie już białą suknię uszyli na śmierć." Była bowiem ranna w brzuch, a wieś spalona, mężczyźni powysyłani w Zaświaty, mama Józi miała młodsze od niej dzieci, więc dla sześciolatki nie było ratunku. I wtedy cudem ocalały mój tato zaniósł Józię do szpitala, gdzie niemiecki! lekarz zlitował się nad dzieckiem i opatrzył. Z opowieści mamy a i samej Józi wiem, że za każdym razem kiedy niesiono Józię na kolejny opatrunek - trzeba było szukać kogoś "do trzymania Józi", bo bardzo się wyrywała i darła wniebogłosy. (Pan Stanisław który zawiózł nas do Józi mówi, że to darcie się zostało jej do dziś i pod kapliczką najgłośniej śpiewa.) Józię zastaliśmy pod kapliczką, gdzie z koleżankami z "Zielonego Klonu" szykowały się do śpiewania litanii. Dołączyłyśmy z Bożenką do pań i było tak, jak gdyby nie było tych prawie 80 lat od tamtych tragicznych wydarzeń. Poczułam wtedy coś na kształt satysfakcji, maleńką kropelkę radości w oceanie bólu i łez. Bo oto wdeptaliście w ziemię naszych pomordowanych, że nawet nie wiadomo, gdzie szukać ich kości, wypędziliście żywych, a my tyle lat później śpiewamy razem litanię pod kapliczką.
-Ty płaczesz?-spytała zdumiona Józia widząc moje wzruszenie. A no, płaczę, Józieńko, płaczę nad ludzkim okrucieństwem które każe współbraciom zgotować piekło na ziemi, nad swoją bezsilnością i brakiem wiary w to, że dorośniemy jako ludzkość do tego, aby żyć w spokoju mimo różnic.

W tym roku, dzięki panu Krzysztofowi i dobremu sercu "odzyskanego " kuzyna mogłam poznać następnych członków rodziny i zobaczyć miejsce, gdzie rodzice przez pół roku mieszkali po ucieczce z Rymacz. Mogłam pozaglądać w okna niezamieszkałej dziś drewnianej chatynki, przenieść się do roku 1944 i zadumać się nad ludzką naturą. Bo oto właściciel mizernej chałupki, którego żona spodziewała się dziecka przyjął pod swój dach moją ciężarną mamę , dwóch małych braci i chorego tatę, a potem został ojcem chrzestnym mojej siostry. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia i dla mojej cioci z trójką dzieci zabrakło miejsca i dopiero po interwencji mojej mamy przeniesiono umierającą ciocię z dziećmi do pałacowych czworaków. Wtedy mama -jak pisze w pamiętniku- pomyślała, że na świecie są ludzie i LUDZIE. Gospodarze którzy przygarnęli moją rodzinę, równolatkowie moich rodziców już nie żyją, nie mogę więc podziękować im za ich życzliwość, ale może wnukom? W każdym razie -- gdziekolwiek są życzę aby na swojej drodze spotykali wyłącznie LUDZI i żeby zaznali od nich tyle ciepła, ile moja rodzina od ich dziadków.

Serdecznie wszystkich pozdrawiam, dziękuję panom Krzysztofowi i Rafałowi za stronę, gdzie możemy wypłakiwać swój ból ale i radość, a tym z państwa którzy tak jak my z Bożenką- zaczynają swoją bliższą znajomość z Rymaczami- życzę nieustających wzruszeń.

Autor wpisu:
Józef Prończuk
Data:
2019-07-03 17:09:36
e-mail:
jozefpronczuk_1938@o2.pl
Strona www:
Rozpoczynając swój wpis,chciałbym przede wszystkim podziękować za wpisy gości,bowiem to świadczy jak jest nas ,potomków naszych przodków,naszych najbliższych a których już nie ma wśród nas- znaczna gromadka. Jest też prawdą że pomysł Krzysztofa, o utworzeniu tej strony był strzałem w "dziesiątkę" .Tym bardziej , że urodzonych jeszcze w IIiej RP a przed okupacją sowiecką,niemiecką i pamiętających o naszym "holokauście" ,jest już nie wielu. Jestem pod wrażeniem opisów ,słownictwa naszych Rodziców. Pamiętam ,gdy zacząłem nauki w szkołach średnich /Pabiqanice,Łódź/ jak koledzy naśladowali mój "zaśpiewny" głos. To się wynisło z domu. Przy tej okazji chcę też prosić o wsparcie/oczywiście nie finasowe/ tych nieco wcześniej urodzonych, o wzmiankach o korzeniach Rodziny Prończuków.To co mi się udało ustalić , wieś Nowiny,były tą miejscowością gdzie mieszkało sporo osób o tym nazwisku. Przy wydatnej pomocy ,mjego imiennika,Józka Prończuka,udało się ustalić iż jego pradziadek o imieniu Jan,był bratem mojego dziadka Szymona.Wiem, z przekazu Rodziców,było ich 5-ciu braci i dwie siostry. Jak dotąd nie udało mi się ustalić chronologii pokrewieństwa i pozostałych członków rodziny.Wiele osób o naszym nazwisku zostało zamordowanych w czasie "Rzezi",w 1943 i1944 roku. Pozdrawim wszystkich Kresowiaków.

Autor wpisu:
Barbara Rachowska
Data:
2019-06-23 15:10:26
e-mail:
basiarach@interia.pl
Strona www:
Dziękuję za pięknie przybliżony opisem X Kongres Kresowian. Czytałam i byłam wśród Was.
Moje korzenie po mieczu sięgają Wileńszczyzny, ale dzięki konkursom poezji kresowej i ludziom których w Chełmie poznałam, tragiczna historia Wołynia głęboko tkwi w moim sercu.
Panie Krzysztofie, życzę Panu siły i wytrwałości w pracy jaką Pan wykonuje. Dziękuję.

Autor wpisu:
Teresa Łysiak
Data:
2019-06-12 18:40:59
e-mail:
Strona www:
Serdecznie pozdrawiam organizatorów i uczestników X Światowego Kongresu Kresowian. Sercem jestem z Wami.

Autor wpisu:
Paweł
Data:
2019-06-12 09:18:52
e-mail:
Strona www:
Młodzież życzy udanego kongresu !

Autor wpisu:
Jeramy
Data:
2019-05-28 06:04:18
e-mail:
jeramyminns@123mail.org
Strona www:
http://bizchemical.com/board_kmpv94/2146442
My programmer is trying to convinche me to move to .net from
PHP.I have alway disliked the idea because of the costs. But he's trying none the less.

I've been using Movable-type on several websites
for about a year and am anxious about switching to another platform.
I have heard fntastic things about blogengine.net.
Is there a way I can import all my wordpress content into it?
Any help would bbe really appreciated!

Autor wpisu:
Krzysztof Kołtun
Data:
2019-03-24 23:23:37
e-mail:
antykwariat_kresowy@o2.pl
Strona www:
http://www.rymacze.pl
Pani Krystyno Cudowna!
Jakże barwnie i po wołyńsku opisuje Pani życie rymackie, zajęte mową, gwarą zabużańską. - A unidzi ło!to -a tutaj, oo!
Lejbiki, saczki, szarawary, szapki, pańczochi, szkarpety, soroczki, isionki ,zapuhaczki- ktos , ktoi był porozpinany i to niedbale w palcie - był rozhrybiestany!
-Zdziahajete żupańcie.... zdejmujcie żupan, ubranie... ja w tym wyrosłem, słuchałem cale zycie i nadal słucham strsze kobietyt , jak mówia gwara wołyńska... cudna, dziwna, ciekawa, nasza... Moje III tomy smutnych opowieści - Bestialstwo upa pod Lubomlem na wołyniu.... wielka proza , ok 1500 str. to uratowana, zapamiętana i zapisana przeze mnie wołyńska gwara, język moich bohaterów z Rymacz i okolicy... Wszystkim, którzy potrafi a mówi c wołyńska gwarą, zaproszę i powiadomię kiedyś, na takie a"wołyńskie wieczórki " - dziwne opowieści dziwnej treści.... Nie dajmy zapomnieć Wołynia, kultury, obyczajów i języka....
winszuje jarej wiesny!

Z ukłonem
Krzysztof Kołtun

Autor wpisu:
Krystyna Rybicka
Data:
2019-03-19 15:13:36
e-mail:
kryb51@op.pl
Strona www:
Mój Tato, Rymaczanin, na nowej ziemi nauczył się mówić prawie poprawnie po polsku. Mama nie starała się, nie zależało Jej. Przywiązana do rymackiej mowy mówiła po swojemu i miejscowi z kilometra poznawali że "zza Buga".
Funkcjonowały więc w maminym języku różne KOSTRULE, KORZINKI I LEJBIKI; kiedy owinęła mnie chustką i zawiązała ją z tyłu na szyi - to byłam ZAPUZIANA, a kiedy nie byłam uczesana, to bylam PATŁATA.Ale patłaty mógł być też puszysty sweter lub koc.Ząb nie wylatywał, tylko się WYKAŁATYWAŁ, a kwiaty na oknie namalowane przez mróz - to były ŁASONY.A kiedy uczyliśmy się pisać litery, to zanim opanowaliśmy sztukę pisania - stawialiśmy KULBAKI. W oborze natomiast stała CHUDOBA.
Ale najśmieszniejsze i zagadkowe było mamine ŁONDZIEŁO. Przypominam sobie, że w książce Romana Turka (polecam!) "Moja mama, ja i reszta" autor pisze, jak długo nie mógł zrozumieć o co chodzi w codziennym pacierzu. No bo: Ojcze nasz któryziest w niebie-to jeszcze jest do zrozumienia, ale dalej idzie "świędzieimiętwoje". Co to jest świędzie?! Aż któregoś dnia doznał iluminacji.
Ze mną było podobnie. Kiedy Tato pytał gdzie są np. grabie,Mama odpowiadała ałondzieło! Wiedziałam, co to znaczy, wynikało to z kontekstu, ale skąd się wzięło i dlaczego tak? Aż i mnie oświeciło.
Gdyby nas ktoś spytał gdzie są grabie, odpowiedzielibyśmy po prostu: tutaj.Są. Stoją na swoim miejscu. Gdybyśmy chcieli być bardziej wytworni-odpowiadająć na pytanie gdzie postawiliśmy np. fortepian, powiedzielibyśmy "a oto gdzie. Proszę , stoi w kątku salonu i pięknie się prezentuje.Trochę mniej wytwornie-jeśli chodzi o te grabie-podkreślając gapowatość pytającego który nie widzi stojących na swoim miejscu grabi, mogłoby być: a oto gdzie, o! Mniej starannie: a ot dzie, o!, a bardziej po wołyńsku: a on dzie, o! A stąd już tylko krok do maminego AŁONDZIEŁO!

I dialog Taty z Mamą wyglądał mniej więcej tak:
--Mania, a ty nie widziała dzie grabi?
--Ałondzieło!-odpowiadała Mama-taż stojo!!!

Ech, łza się w oku kręci...
Pozdrawiam.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, >